Izraelskie Seminarium

Izraelskie Seminarium dla edukatorów z Polski

„Jak uczyć o Holokauście”

    Jerozolima, 2-14 marca 2014

        Pojechałam do Izraela dzięki programowi stworzonemu przez ORE - dla polskich nauczycieli. Seminarium zostało zorganizowane, by pomóc uczyć o trudnym problemie Holokaustu. Napisana przeze mnie aplikacja okazała się na tyle skuteczna, że zaproszono mnie najpierw na szkolenie w ORE w Warszawie w styczniu, a za kilka tygodni – dokładnie 2. marca 2014 roku już wylatywałam samolotem polskich linii LOT do Tel Avivu.

       Jerozolima - gdzie spędziłam dwa marcowe tygodnie - zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To piękne miasto pełne jest miejsc świętych, historycznych, niezwykłych, ale przede wszystkim stanowi dla wszystkich turystów prawdziwe serce Izraela. Choć położone prawie na pustyni i otoczone pustynią, jest pełne życia i codziennego gwaru. Dla nas – grupy 19. przybyszy z Mazowsza składającej się z nauczycieli, przedstawicieli kuratorium, pracowników muzeum – stała się gościnnym domem na dwa tygodnie pracy.

       Dzięki, Jerozolimo.

       Seminarium odbywało się w ogromnym kompleksie edukacyjnym Yad Vashem. To centrum nauki o Holokauście, centrum seminaryjno-edukacyjne z Doliną Gmin, Aleją Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, ogromną biblioteką, filmoteką na temat shoah, salą kinową…….. Wiele, wiele obiektów, setki pracujących naukowców, nauczycieli, historyków poszukujących odpowiedzi na wciąż te same pytania bez odpowiedzi: Jak do tego mogło dojść? Kto jest za to odpowiedzialny? Kto był świadkiem? Dlaczego świat na to pozwolił? Kiedy ofiary mogły znaleźć nadzieję na przetrwanie????? Pytania, pytania, pytania,,,,,,,,,, Stawianie pytań jest czasem ważniejsze niż pospieszna wymijająca odpowiedź… Tego – między innymi – nauczyło mnie to seminarium.

       Sala 301 w Yad Vashem była naszą klasą lekcyjną przez cały ten dwutygodniowy czas, ni specjalnie ciepły, ni zimny, ot, taki w miarę do przyjęcia, przejściowy. Spodziewaliśmy się upałów, a zastaliśmy całkiem polską pogodę wiosenną.

       Od 8.30 do godzin popołudniowych – 16.30 lub dłużej spędzaliśmy w Międzynarodowej Szkole Nauczania o Holokauście. Seminarium mogło się odbyć dzięki hojnemu wsparciu Fundacji Rodzinnej Adelsonów.

       Wykłady prowadzone przez wielu naukowców w sposób bardzo logiczny zaimponowały mi ogromem faktów na temat życia społeczności żydowskiej w krajach europejskich (szczególnie w Polsce i Niemczech) przed wojną, jej religii, zwyczajów, sposobów asymilacji ze społecznością, w której żyła, nasilających się prześladowań w latach dwudziestych, trzydziestych, kiedy sytuacja Żydów w Niemczech – szczególnie tam – drastycznie zaczęła się pogarszać po dojściu Hitlera do władzy. Zaczęto wtedy wypierać ich z urzędów, uczelni, ze stanowisk, spychać na margines życia społecznego, zamykać w gettach, potem obozach, by ostatecznie podążyć drogą ostatecznego rozwiązania. Ciekawe, nigdy nie znaleziono dokumentu, rozkazu Hitlera dowodzącego, że dąży on do całkowitej zagłady Żydów. Mówiono raczej o ostatecznym rozwiązaniu. Takiej frazeologii używał.

       Bardzo obszerne informacje na temat sprawców, świadków, ratujących, a na koniec pamięci o ofiarach mających imię i nazwisko. Okazuje się, że upamiętnienie osób, nie bezimiennych milionów spalonych w piecach krematoryjnych jest bardziej wymowne. Pamięć jest wtedy skuteczna, kiedy każda ofiara posiada dane osobowe, swoje zdjęcie rodzinne. Taka historia pojedynczej ofiary przemawia bardziej niż informacja o tysiącu bezimiennych. Historia zaokrągla ludzi do zera, ale w tysiącu ofiar jest cały tysiąc jednostek ze swoją historią, życiem, planami na przyszłość, marzeniami i nadziejami. Historia z imieniem i nazwiskiem jest bardziej zrozumiała. Yad Vashem właśnie tak poszukuje prawdy i w ten sposób upamiętnia. Za swoje główne wyzwanie uważa pokazanie świata niemożliwych wyborów. Poszukuje tożsamości każdej z ofiar, badając szczegółowo każde ocalałe zdjęcie, każdą ocalałą historię, każdy skrawek wspomnienia, które pozostało po ludziach już nieobecnych, zamordowanych w tamtych strasznych czasach. Na tym polega strategia i filozofia działania tej niezwykłej Międzynarodowej Szkoły Nauczania o Holokauście. Pamięć o ofierze w kontekście rodziny, społeczności, historii.

       Bardzo jestem wdzięczna, że mogłam wziąć udział w tym projekcie.

       Materiały dydaktyczne – ikonografia fotograficzna, teksty, fragmenty pamiętników, świadectwa to główne źródła, z którymi codziennie pracowaliśmy i poszukiwaliśmy najlepszych – wziąwszy pod uwagę wiek naszych uczniów - sposobów nauczania o Holokauście. Profesjonalnie prowadziła nas przez gąszcz pytań i odpowiedzi Orit Margaliot, wspaniała dziewczyna, nauczycielka, znawczyni tematu. W trakcie pracy z materiałami ikonicznymi okazywało się, że nie odpowiedzi, a sposób stawiania pytań jest istotniejszy, skuteczniejszy w poszukiwaniu prawdy i odpowiedniej oceny zdarzeń. To nas zaskakiwało i odkrywaliśmy nagle, że interpretacja nie jest potrzebna, bo odpowiednie postawienie pytania poraża prawdą i ułatwia zrozumienie ofiary, świadka, sprawcy.

       Wielkie wrażenie na całej grupie zrobił Alex Dancyg. Opowiadał o współczesnym Izraelu i jego drodze do nowoczesności. Mówił o trudnych wyborach, małych i większych wojnach, które były konieczne, by utrzymać państwo powstałe w tak trudnych okolicznościach. Nie pomijał historii budowniczych tego młodego państwa, którzy przybyli tu z tak ogromnym bagażem różnych doświadczeń. Potrzeba posiadania swojej ojczyzny była przecież niezbędna, tak niezwykle konieczna, ale jej zręby tworzyli Żydzi, którzy nie mieli wiele ze sobą wspólnego. Mówili różnymi językami, przybyli z różnych krajów, któ®e do niedawna były ich ojczyzną, a tu nagle poczuli, że odmienia się ich los, że o nową ojczyzn…e przyjdzie im nieraz walczyć. W wojnie 1948. roku – tuż po utworzeniu państwa Izrael rozkazy wydawane były Żydom w siedmiu językach, a i tak nie wszyscy je rozumieli. Obrona Jerozolimy była w związku z tym twardą „przeprawą”. Dali radę, bo bardzo pragnęli mieć wreszcie swój kawałek ziemi, swoją ojczyznę. Te skomplikowane sprawy dotyczące historii Izraela opowiadał nam z wielką emfazą, ciekawie Alex Dancyg, człowiek o ogromnej wiedzy. Nazywaliśmy go „człowiek orkiestra” – naprawdę wielka osobowość.

       Alex imponował nam ogromną wiedzą na temat polskiej literatury, doskonale znał sukcesy i porażki polskich sportowców, zapewniał, że ma w Polsce więcej przyjaciół niż w Izraelu. Jego sposób bycia, skłonność do żartów, swoboda w mówieniu o sprawach bardzo trudnych prosto i z humorem – to jego wielkie atuty. Były momenty, kiedy stawał się kontrowersyjny, ale nie przestawał być otwarty i gotowy na podjęcie dyskusji, na rozmowę. Zdobył nasze uznanie i podziw. Nikt z nas nie miał wątpliwości, że jest osobowością, że jest prawdziwym ambasadorem dwóch krajów – Polski i Izraela. Nie wiem, czy ta kolejność jest właściwa, ale czasem myślę, że mógłby być świetnym ambasadorem Polski. Często u nas bywa, czasem na długo i zawsze korzysta z okazji, by przeczytać najnowsze polskie książki (bo Sienkiewicza, Prusa, Mickiewicza, słowem – klasyków zna od dzieciństwa), by pójść do teatru, zobaczyć mecz polskiej reperezentacji. Wie bardzo dużo o nas, o naszej mentalności, kompleksach, mocnych i słabych stronach. Kocha Polskę, bo tu się urodził i tu spędził pierwsze lata swego życia, a potem nigdy z Polską nie utracił kontaktu.

       Miałam okazję poznać doskonałych, doświadczonych, ale także także bardzo młodych ludzi, którzy byli naszymi wykładowcami, nauczycielami, przewodnikami, ocalonymi.

       Byli to między innymi:

  1. Rabbi Yishaya Balog – motywował nas do nauli języka angielskiego, ciekawie opowiadał o kulturze i religii Żydów.
  2. Ewa Lutkewicz – piękna polszczyzną opowiadała o życiu w getcie warszawskim, pokazując konkretne osoby na fotografiach, opowiadając ich historie sprzed i z czasów wojny.
  3. Doktor Daniel Uziel – w sposób niezwykle emocjonalny, ale też profesjonalny przedstawił plan Barbarossa i związany z nim dramat Żydów w Rosji, na Ukrainie, cele planu, które zakładały pozbycie się dużej liczby ludności, w tym wszystkich Żydów.
  4. Doktor Epstein Simcha opowiadał o dramacie Żydów niemieckich, którzy po 1936 roku nie mogli opuścić Niemiec mimo drastycznie pogarszającej się ich sytuacji.
  5. Przewodnicy – opowiadali o wyjazdach młodzieży izraelskiej do Polski, do miejsc kaźni i przedstawiali doświadczenia z pobytów z młodzieżą w Polsce. Szczególnie miło wspominam Johna Philipsa. Oprowadził nas po Jerozolimie, Masadzie będącej symbolem niezłomności narodu izraelskiego, siedzibą króla Heroda, zawiózł nad Morze Martwe, gdzie okładaliśmy się błotem zapewniających zdrowie. Wierzymy w to do dziś.
  6. Chaim Kozienicki – ocalony, który opowiedział nam swoją historię. Płakałam, nie mogłam ukryć łez. Bedąc starszym panem z ogromem tragicznych wspomnień z czasów zagłady, o swoich rodzicach, którzy zginęli w getce łódzkim mówił z miłością: tatuś, mamusia – to było bardzo wzruszające.
  7. Yael Eagelstein – młoda dziewczyna, która prowadziła zajęcia w sposób bardzo profesjonalny, dojrzały.
  8. Yiftach Meiri – kolejny wykładowca, który objaśniał problematykę Holokaustu. Równie ciekawie jak poprzedni wykładowcy.
       Dziękuję za możliwość uczestniczenia w tym projekcie, który uświadomił mi wagę nauczania o Holocauście polskiej młodzieży, która nie zawsze jest gotowa przyjąć calą prawdę na temat tragedii Żydów podczas ostatniej wojny światowej.

       Wycieczki

       Mieliśmy okazje obejrzeć Jerozolimę z bliska, bardzo uwaznie i pod okiem prefesjonalisty – Johna Philipsa. Widzieliśmy różnorodność miasta, piękno innych niż u nas domów, wąskich uliczek starej części, egzotykę wynikającą z tego, że zamieszkują tu społeczności nowowczesnych Izraelczyków, ortodoksyjnych Żydów, Palestyńczyków. Codzienne życie płynie spokojnie, a w tle różne religie, różne smaki, różne sposoby widzenia świata i ludzi. Historia skomplikowana i nawet krwawa splata się z judaizmem, chrześcijaństwem. Być w Jerozolimie oznacza zrozumieć, że różnorodność oznacza bogactwo, wspóistnienie, koabitację, a nie dramat i konflikty.

       Katolicy przechodzą śladami Jezusa – od Bramy Jaffy, wąskimi uliczkami Drogi Krzyżowej do Bazyliki Grobu Pańskiego. Tu mieszają się modlitwy w różnych językach. A tuż obok bazar, na którym kupić można wszystko: różańce z drzewa oliwnego, kaszmirowe szale, przyprawy, pamiątki, buty, artykuły spożywcze, słowem: wszystko.

       Wrażenie robi Ściana Płaczu. Karteczki z modlitwą, prośbami wciskane są przez przybyłych turystów w niewielkie szczeliny między cegłami w murze. Wszyscy mają nadzieję, że to pomoże w spełnieniu oczekiwań. Nie można zapomnieć, by najpierw Bogu podziękować za wszystko, co już dał. Ściana pełna jest tych karteczek. Nie można znaleźć szczelinki, by wcisnąć kilkanaście swoich przywiezionych od przyjaciół, rodziny, od nas samych. Musieliśmy szukać jakiegoś miejsca bardzo długo.

       Przeżyłam piękną wycieczkę do Galilei, Nazaretu, do Kany Galilejskiej. Po drodze podziwiałam majestatyczną Górę Tabor.

Wieczorami odbywały się spotkania towarzyskie, tańce, czytanie poezji, słuchanie opowieści ocalonych.

       Tańce

       Kilka kroków, urzekająca muzyka i można poczuć więź rodzącą się między tańczącymi.

       Zaczynamy nieśmiało, ale już po chwili umiemy podstawowe kroki pierwszego, a za chwilę drugiego i jeszcze jednego ludowego tańca żydowskiego. Przez kolejne minuty ćwiczymy, by po krótkim czasie pląsać w parach, w kółku, wspólnie bawić się w rytm melodii dawnych i współczesnych.

       Wieczór tym bardziej staje się udany, że nasz nauczyciel Yehuda Ben Harush zna nasze tańce ludowe. Tańczymy kujawiaka i poloneza.

       Jakże to inny, a zarazem ciekawy sposób poznawania tradycji Izraela oraz przenikania się kultur.

       Spotkanie z ocalonym

       Spotkanie z Romualdem Jackobem Wekslerem-Waszkinelem stało się dla nas okazją do wielu przemyśleń. Ten polski ksiądz o żydowskim pochodzeniu to niezwykle ciekawa i inspirująca osoba. Z uwagą słuchaliśmy opowieści o nim samym i ludziach, których spotkał na swojej drodze życia. Dokonywane przez niego wybory były trudne, często niezrozumiałe z punktu widzenia jego przybranych rodziców – wspaniałych ludzi otaczających go niezmienną miłością i troską. Zrozumiał to dopiero, kiedy miał 35 lat, bo wtedy dowiedział się o swojej prawdziwej tożsamości. To piękna historia o rodzicielskiej bezwarunkowej miłości, spełnieniu i empatii.

       Spotkania z poezją Izraela

       Spotkanie z Eliazem Cohenem było okazją do rozmowy o poezji współczesnego Izraela. Cohen przynależy do młodej generacji twórców. Z nim interpertowaliśmy kilka wierszy Shirey Zeldy oraz Yehudy Amichaya. Podobało mi się, że każda interpretacja była przez niego przyjęta pozytywnie, każdy z nas mógł powiedzieć, co czuje, jak odczytuje symbole ukryte w poezji izraeskiej, tak bardzo związanej z doświadczeniem tego narodu zarówno w dziedzinie życia, jak też doznań religijnych. Wgłębialiśmy się w znaczenia, konteksty, niedomówienia, poszukiwaliśmy w nich także i naszych historii rodzinnych, osobistych.

       To spotkanie uświadomiło mi, że poezja każdego narodu mówi o tym samym doświadczeniu, o doświadczeniu życia. Inne są tylko szczegóły, a my jako ludzie mamy tę samą wrażliwość i potrzeby. To było bardzo pouczające spotkanie, bo uświadomiło mi, jak bardzo osobiste są doznania pod wpływem poezji. Kultura i tradycja żydowska są naprawdę uniwersalne.

       Z przyjemnością odkryliśmy, że wiele z wierszy przetłumaczył nasz kolega i tłumacz Paweł Madej.

       Pobyt w synagodze

       Byliśmy w synagodze, modliliśmy się tam, śpiewając psalmy i pieśni hasydzkie. Przez muślinową firankę, z tzw. babińca kobiety spoglądają ukradkiem na rozmodlonych mężczyzn.

       Po powrocie do hotelu, w restauracji wysłuchaliśmy błogosławieństwa szabatowego, podzieliliśmy się chałką (pyszna) i zjedliśmy wspólny posiłek. Było bardzo miło i uroczyście. To był piątek – początek szabatu, który trwa 25 godzin.

       W restauracji La Boca, z wielkim przejęciem podsumowaliśmy nasz pobyt w Jerozolimie. Otrzymaliśmy zdjęcie, dyplom i duzo słów, które zapamiętam. To było ostatnie spotkanie z Orit Margaliot i Alexem Dancygiem. To oni byli naszymi opiekunami i oni układali nasz plan zajęć i wszystkich aktywności, których było mnóstwo.

       To było bardzo miłe i uroczyste spotkanie: przy winie, pysznym jedzeniu, przy pięknie i suto zastawionym stole. Objadaliśmy się doskonale przygotowanymi rybami, wołowiną, drobiem, sałatkami. Rozmawialiśmy o tym, co było, zrobiliśmy ostatnie zdjęcia oraz podziwialiśmy nasze dyplomy. Odbyliśmy seminarium podczas 120. godzin spędzonych w Yad Vashem, miejscu, które zapamiętamy bardzo długo.

       Następnego dnia przed południem byliśmy już w Polsce. Ze wspomnieniami, wiedzą, ogromnymi emocjami wróciliśmy do naszego życia. To izraelskie doświadczenie wiele nas nauczyło, wiele nam uświadomiło, wiele przypomniało. To bardzo twórczy i potrzebny wyjazd. Mam nadzieję, że będzie procentował w naszej codziennej pracy z uczniami.

       Mamy nadzieję, że to nie jest nasze ostatnie spotkanie z Izraelem i niezwykłymi ludźmi, których tu poznaliśmy.




Co zabieramy ze sobą?

       Przyjechałam, by dowiedzieć się o sposobach nauczania o Holokauście. Jestem pełna podziwu, jak ten naród kultywuje swoją historię. Nauczanie o Shoah jest dostosowane do wieku i percepcji odbiorców. Yad Vashem to centrum wiedzy o świecie, którego już nie ma, choć Holokaust to problem, z którym trzeba się rozliczyć. Uczymy się tego. Dziękuję.

Maria Jolanta

       Poznałam w Izraelu i Yad Vashem wspaniałych, otwartych ludzi, którzy z empatią i wielką mądrością uczą o najtrudniejszych problemach XX wieku. Ten wyjazd to niezwykłe przeżycie. Dziękuję, że mogłam po raz kolejny odkryć Izrael.

Joanna Maria

       To przeżycie, którego nie sposób przecenić. Odjeżdżam z emocjami, wiedzą o Holokauście i metodach, które – jestem pewna – pozwolą mi uczyć lepiej, bardziej twórczo i mądrze.

Zofia

       Ludzie, miejsca, historia…. To wszystko sprawiło, że pobyt w Izraelu zapamiętam nie tylko jako przygodę życia, ale przede wszystkim jako pouczającą lekcję o dramatycznych wydarzeniach XX wieku.

Katarzyna Agnieszka

       Moim obowiązkiem jest być posłańcem pamięci ofiar Holokaustu i „dać imię wieczyste” osobom, których historię poznałam.

Katarzyna

       Najważniejsze jest przekonanie, że nie da się zbudować dobrych relacji polsko- izraelskich, jeśli nie pozwolimy młodzieży poszukiwać własnych dróg porozumienia, jeśli nie zapewnimy jej wystarczająco dużo przestrzeni dla budowania osobistych relacji. Uważam, że najistotniejsze jest zrozumienie przez dorosłych potrzeby przewartościowania sposobów poszukiwania płaszczyzny współpracy pomiędzy naszymi narodami dla ukazania prawdy i sensu nauczania o Holokauście.

Janusz

       Seminarium w Yad Vashem pozwoliło mi spojrzeć inaczej na Holokaust. Wiele pomysłów wykorzystam w pracy na lekcjach. Ważnym aspektem tego szkolenia była możliwość poznania zabytków i historii Izraela. Chciałbym, aby udało się znaleźć płaszczyznę porozumienia między Polakami i Izraelczykami w kwestii drugiej wojny światowej.

Jacek

       Wyjeżdżamy z Yad Vashem z kolejnym dowodem słuszności twierdzenia, że codziennie się uczymy. Wracamy z przekonaniem, że mniej znaczy więcej, a stawianie pytań może być ważniejsze od udzielania odpowiedzi.

Anna i Joanna

Zdjęcia



Motto:

„Do wielkich rzeczy nas powołano. Został nam dany kawałek wszechświata, byśmy go zdobywali: wraz z uczniem docieramy do jego głębin niejedną drogą– sondujemy go swymi czynami, nauką, poezją, miłością. Wykorzystujemy różne metody, by zbadać nasz świat.”

(Koncepcja pracy szkoły
2012 -2017)

Strona G�ówna Rekrutacja Galeria Kontakt